21 sierpnia 2017

Od Ukrytego Potoku do Sowiego Piórka

- Cześć - odparłem, bacznie przyglądając się kotce.
Nastała chwila ciszy. W milczeniu spojrzałem na swoje łapy, czekając, aż kotka się odezwie. Czułem się niezręcznie.
- Jesteś Sowie Piórko, tak? - w końcu odważyłem się spytać.
- Tak - pokiwała głową. - A ty?
- Mam na imię Ukryty Potok - odmiauknąłem.
Znów nie odpowiedziała. Wziąłem głęboki oddech i spojrzałem na nią. Była to urodziwa syjamska koteczka o pięknym ubarwieniu i głębokich, niebieskich ślepiach. Mój wzrok skupił się na wyraźnej bliźnie na jednej z jej przednich łap. W końcu, odezwała się:
- Przybyłeś tu z innego klanu, prawda? -
- Tak - przytaknąłem. - Urodziłem się gdzie indziej , ale odeszłem ze swojego klanu z powodu śmierci bliskich członków mojej rodziny.
- Rozumiem - miauknęła tylko.
I znowu zamilczałem. Nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Sowie Piórko wpatrzyła się we mnie. Odwróciłem wzrok. Nie miałem pojęcia, o czym możemy pogadać. W towarzystwie wojowniczki czułem się trochę przytłoczony. Dziwne, nigdy wcześniej mi się to nie zdarzało. Byłem raczej śmiały i otwarty na innych.
- A ty? - Spytałem w końcu.

Sowie Piórko?

Od Płomiennego Pazura

Wyszedłem nieśpiesznie z obozu, od razu poczułem zapach myszy. Rozglądałem się na wszystkie strony, wreszcie ją zobaczyłem. Rozpłaszczyłem się na ziemi i cicho podchodziłem. Wreszcie byłem dostatecznie blisko. Kiedy tylko ją zabiłem znów zaburczało mi w brzuchu. Chyba nic się nie stanie jak ją zjem. Zjadłem ją najszybciej jak mogłem i wróciłem do polowania.
*Następnego dnia*
Zostałem obudzony o świcie przez Dębowego Wąsa.
- Czemu mnie budzisz? O świcie słońca ma się ochotę zabijać koty, które cię budzą - miauknąłem z wyrzutem.
- Mamy dziś patrol, zapomniałeś?  - powiedział.
- Aaaaaa no tak - nagle mnie olśniło. Wstałem i przeciągnąłem się leniwie. Poszedłem do stosu i wziąłem sobie nornice. Zjadłem ją w pośpiechu i już rozbudzony zaczekałem na innych uczestników patrolu. Po chwili wyruszyliśmy.  Sprawdziliśmy granice, długo nam zeszło. Kiedy wracaliśmy słońce było już na samej górze nieba. Kiedy wszedłem za Dębowym Wąsem do obozu od razu się obróciłem.
- Pójdę na spacer albo coś upoluje - pomyślałem. Chodziłem sobie po całym terenie. Znalazłem polankę ogrzewaną przez słońce. Położyłem się na skraju polany żeby leżeć w słońcu napawając się ciepłem słońca. W końcu nadszedł czas, by wracać. Kiedy przechodziłem niedaleko granicy z Klanem Mięty poczułem się obserwowany, więc przystanąłem, żeby się rozejrzeć.

Ktoś? Brak weny i totalna niechęć do wszystkiego uniemożliwiają mi napisanie czegoś lepszego :P 

Od Sowiego Piórka do Ukrytego Potoku

Zabrałam swoją zdobycz i pędem ruszyłam za czarnym wojownikiem. Droga wydawała mi się coraz dłuższa, ale pewnie dlatego, że prawie się do siebie nie odzywaliśmy. Zawsze znajdowałam jakiś wspólny temat do rozmowy z innymi kotami, ale z nim jakąś tą mowę mi odebrało. Do samego końca podróży szliśmy w ciszy, niekiedy przerywał ją cichy podmuch wiatru i szeleszczące krzaki. Zapewne grasowały w nim myszy lub inne zwierzęta. Gdy doszliśmy na miejsce, odłożyłam upolowanego zająca na stos zwierzyny, a sama wybrałam dla siebie pulchną mysz. Rozejrzałam się zaciekawiona po polanie, szukając kogokolwiek, by móc z nim porozmawiać. Nagle mój wzrok spoczął na tym samym wojowniku, co dzisiaj z nim polowałam. Podświadomość podpowiadała mi, żebym tam poszła i normalnie zaczęłam rozmowę,jak z innymi kotami, ale ciało stało osłupiałe w miejscu. Stałam tak przez dłuższą chwilę, aż wojownik zobaczył mnie i zerknął na mnie z ciekawością, bijącą w oczach. W końcu wzięłam się na odwagę i powolnym krokiem  do niego podeszłam.
- Hej - miauknęłam cicho, jednocześnie siadając obok niego.

Ukryty Potok?

20 sierpnia 2017

Od Zapomnianej Gwiazdy do Zamglonego Spojrzenia

Kocica zwinnie skradała się wśród drzew. Przedzierała się przez krzewy, przeskakiwała przez powalone pnie drzew. Przeskakiwała kałuże i strumyki. W końcu, zmęczona zatrzymała się przy najbliższej rzeczce i zaczęła chłeptać słodką,  źródlaną wodę. Gdy zaspokoiła pragnienie, szybko poderwała się do kolejnego biegu. Szukała zwierzyny. Wybrała się sama na polowanie. Jest liderką, ma do tego prawo i nic jej się przecież nie stanie.
Czarno-ruda sierść błyskała i mieniła się w promieniach słońca przedzierających się przez liście i gałęzie drzew. Nagle, do nozdzrzy doleciał zapach zająca. Przystanęła.  To, czego szukała. Szybko wychwyciła położenie zwierzęcia i z brzuchem przy ziemii ruszyła w jego stronę.
Zobaczyła swoją ofiarę. Zając. Przywarła do podłoża. Była coraz bliżej. Poczekała na odpowiedni moment i skoczyła. Wbiła ostre pazury w skórę zwierzyny, nie zostawiając jej szans na ucieczkę. Wgryzła się w kark stworzenia i wykręciła go. Zdobycz padła martwa. Kotka zakopała ją, by wrócić tu na końcu polowania.
Ruszyła dalej. Była coraz bliżej granicy z Klanem Kruka. Nie przejmowała się tym zbytnio, nie było wrogo nastawieni do tego klanu. Nic się nie stanie. Zresztą, raczej nikogo nie znajdzie.
Myliła się. Wkrótce do nozdrzy doleciała woń obcego kota. Kota z Klanu Kruka, w sumie kotki. Zapach był przesiąknięty ziołami - prawdopodobnie medyczka. Mimo to, szylkretka schowała się w krzakach.
- H-halo? - usłyszała.
Powoli wyszła z kryjówki. Ujrzała młodą, biało-szarą kotkę.
- Kim jesteś? - Zapomka spytała pierwsza.
- J-ja? Mam na imię Z-zamglone S-spojrzenie i j-jestem medyczką K-klanu K-kruka - wyjąkała kotka.
- Rozumiem - pokiwała głową, starając się nie pokazywać wrogości. Medyczka nic jej w końcu nie zrobi, zresztą medycy mają prawo zapuszczać się na terytoria innych klanów w poszukiwaniu medykamentów. - Ja jestem liderką Klanu Mięty - wyjaśniła, nie zdradzając swojego imienia.

Zamglone Spojrzenie?

Od Zapomnianej Gwiazdy do Nakrapianej Łapy

- Nic nie szkodzi - miauknęła liderka. - Nawet najlepszy wojownik mógłby się potknąć. Tylko, następnym razem bądź bardziej ostrożniejsza - mruknęła.
- Dobrze - kotka pokiwała głową.
- Gratuluje zdobyczy! - zawołała, zmieniając temat. - Doskonale idzie ci trening. Jestem z ciebie dumna.
- Dziękuję! - uradowała się kotka.
Szylkretka uśmiechnęła się, spoglądając na martwego gila - zdobycz jej uczennicy. Była zadowolona z jej postępów i wyjątkowo polubiła małą. Zwykle na początku podchodziła do obcych z dystansem, nawet z Bursztynem tak było. Tylko tej istocie szybko zaufała.
- Wracamy do obozu? Mam to zanieść? - spytała.
- Tak - Zapomka kiwnęła łbem.
Czarno-biała uczennica posłusznie wzięła ofiarę w pyszczek i kotki ruszyły w stronę obozu Klanu Mięty. Wkrótce, były na miejscu.  Nakrapiana Łapa z dumą położyła gila na stosie świeżej zdobyczy. Liderka natomiast skierowała się do swojego legowiska.
***
Był piękny poranek. Zapomnienie wstała wcześnie. Chciała w pełni skupić się na treningu swojej uczennicy, choć, jak wiadomo, miała też dużo innych spraw na głowie.  Szybko zawołała uczennicę.
- Dziś chciałabym skupić się na polowaniu na coś większego, naprzykład zająca. Uczyłaś się polować na większe zwierzęta? - miauknęła.

Nakrapiana?

Od Migoczącego Kocięcia

Ciemność.  Ciepło. Jedzenie. To pierwsze rzeczy,  jakie pojawiły się w moim życiu, odkąd pamiętam. Pamiętam też, jak coś mnie gniotło i dusiło. Od pewnego czasu zaczęłam wyraźnie słyszeć dźwięki i rozmowy. Czułam często miły dotyk. To była moja rutyna aż do dziś.
- Cześć, jak się miewacie? - usłyszałam głos jakiejś kotki i kroki.
- Witaj, bardzo dobrze - powiedział doskonale mi znany głos. - Kociaki zdrowo rosną i nie mamy żadnych problemów - dodała.
- Bardzo się cieszę, przyniosłam Ci nornika.
- Dziękuję.
- Co ja bym dałam, żeby mieć takie kuleczki.
Byłam bardzo ciekawa, kto to. Jak wygląda, kim jest? Słyszałam ten głos parę razy, ale chciałabym ją zobaczyć. Zacisnęłam powieki tak mocno, że aż oczy zaczęły mnie boleć. Potem otworzyłam oczy. Wszystko było rozmazane, a potem obraz był przejrzysty. Ujrzałam coś białego i puszystego. Rozejrzałam się. Leżałam na czymś miękkim i zielonym. Obok mnie spała mała kulka. Spojrzałam w górę i zobaczyłam jak biała kotka wpatruje się we mnie swoimi zielonymi ślepiami.
- Dzień dobry, Migotko - powiedziała do mnie i liznęła mnie po głowie. Od razu rozpoznałam ten głos. Głos mamy.
- O, Migoczące Kocię otworzyła oczy - kotka westchnęła, a potem pojawiła się przy głowie mojej mamy. Jej głos także kojarzyłam. Była biała w rude i czarne plamy.
- A kto to? - zapytałam, spoglądając na szylkretkę.
- To jest Nakrapiane Piórko,  twoja ciocia - odpowiedziała mi mama.
- Nakrapiane Piórko - usłyszeliśmy męski głos, a następnie do żłobka wszedł biały kocur. - Wiedziałem, że cię tutaj znajdę. W każdym razie idziesz ze mną i Sójczym Potokiem na patrol - rozkazał i wyszedł.
- Pogadałabym sobie jeszcze z wami, ale obowiązki wzywają. Widzimy się później -pożegnała się z uśmiechem i wyszła.
- Mamo, ćo to patlol? - zapytałam zaciekawiona.
- Patrol, kochanie, to koty,które idą sprawdzić i oznakować granice terytorium naszego klanu - wyjaśniła mi, ale i tak nic nie zrozumiałam.
Biała kotka zaczęła jeść chyba nornika. Uważnie przyglądałam się, co robiła. Mocno ugryzła zwierzątko, tak że aż poleciała czerwona ciecz. Wyrwała kawałek, pogryzła i połknęła. Obrzydziło mnie to. Przestałam patrzeć na ten widok. Przede mną nadal była ta biała kulka. Zaciekawiona podeszłam do tego i pacnęłam to łapką. Delikatnie się ruszyło. Dotknęłam to jeszcze raz tylko trochę mocniej. Wydało  z siebie pisk.
- Migoczące Kocię - usłyszałam srogi głos mamy. - Nie psoć się bratu.  Nie widzisz, że Lodowe Kocię jeszcze śpi? - zganiła mnie i kontynuowała konsumowanie nornika.
- Halo źijeś tam?! - krzyknęłam do ucha Lodowego Kociaka.

<Lodowe Kocię>

Od Zamglonego Spojrzenia

Upłynęło kilka księżycy po tym, jak Malinowe Ucho został przywódcą. Poza tym nic ciekawego się nie działo. Nikt nie dołączył, nikt nie umarł, nikt nie zachorował dosłownie nudy. Leżałam na swoim legowisku, rozmyślając. Należało wstać i coś zrobić. Podniosłam się na cztery łapy i podeszłam do składziku. Znajdowały się tam wszystkie zioła, starannie poukładane. Popatrzyłam na nie uważnie. Analizując medykamenty, zdałam sobie sprawę, że brakuje mi szczawiu. Jak mogłam być taka ślepa. Nareszcie miałam coś do zrobienia, więc nie chciałam wykonać tego szybko. Wyszłam ze swojej jaskini i szłam wprost do wyjścia z obozu. Nie zabrałam nikogo ze sobą. Uznałam, że nie ma sensu zajmować czyiś czas tylko po to, aby zebrać kilka listków. Szłam przez las, szukając szczawiu. Był piękny i ciepły dzień. Słyszalne były różnorakie pieśni ptaków i szum wiatru. Nagle do moich nozdzrzy dostał się zapach dobrze mi znany. Zatrzymałam się i powęszyłam. Wyczułam mysz. Gdybym była wojownikiem, gryzoń byłby już martwy. Jestem medykiem i nie mogę polować. Ruszyłam dalej, nie zwracając uwagi na potencjalną zdobycz. Nie zauważyłam, kiedy dotarłam do opuszczonej nory borsuka. W każdym razie, miałam nadzieję, że jest opuszczona,  ale nie chciało mi się tego sprawdzać. Obeszłam norę i okolicę, lecz szczawiu nie znalazłam. Postanowiłam się cofnąć. Bezsilna rozglądałam się w trakcie wędrówki. Niebezpiecznie blisko zbliżyłam się do granicy. W oddali zauważyłam szczaw. Bez namysłu podbiegłam do rośliny i zaczęłam skubać liście. Nagle usłyszałam szelest,  gdzieś w krzakach. Natychmiast skończyłam zbierać zioła.  Byłam przestraszona i sparaliżowana. Rozglądałam się, ale nikogo nie zauważyłam.
- H-halo? - miauknęłam cicho, by sprawdzić,  czy jest ktoś w pobliżu.

<ktoś>